Wpadki językowe Polaków za granicą

Zjawisko językowe polegające na przypadkowej zbieżności słów z różnych języków określa się mianem „fałszywych przyjaciół”. Słowo, które po polsku brzmi neutralnie, może okazać się wyjątkowo wulgarne, jeżeli użyjemy go podczas podróży zagranicznej. Wpadki Językowe mogą nam narobić kłopotów, albo w najlepszym przypadku narazić na śmieszność. Sprawdź jak tego uniknąć.


Wpadki językowe Polaków za granicą – Czechy

Mówi się, że języki słowiańskie są bardzo podobne. Jednak w moim przekonaniu właśnie najczęściej w Czechach dochodzi do komicznych, a często niezręcznych sytuacji, jeżeli mówimy po polsku.

Nie szukaj policji

Nocując w hotelu i nie zastając recepcjonistki na miejscu próbujemy ją znaleźć. W takiej sytuacji lepiej nie robić recepcjonistce wyrzutów w stylu: „no szukam pani i szukam…” Jeżeli takiego zwrotu użyjemy w Czechach to, w najlepszym wypadku możemy liczyć na oburzone spojrzenie recepcjonistki. Właściwym czasownikiem byłoby bowiem „hledat”. Polskie „szukać” brzmi podobnie jak czeskie „suka”, będące bardzo wulgarnym określeniem stosunku płciowego lub wyrażonym wulgarnie, a zarazem ekspresyjnie, lekceważeniem.

W Czechach nie „szukamy” więc policji, bo możemy narobić sobie kłopotu.

Nie ładuj telefonu

Podobnie warto unikać polskiego „ładować” i „merdać”, które po czesku oznacza przekleństwo na literę „P”. Zatem nie zwracamy uwagi, że pies „merda” ogonem, ani nie mówimy, że chcemy „ładować” telefon.

Jak tu wspaniale pachnie

Kiedy wchodzimy do sklepu z kosmetykami lepiej nie próbujmy sprawić na siłę komplementu ekspedientce mówiąc: „ach, jak tu pachnie…” Inaczej będzie wtopa. W języku czeskim „pachnieć” oznacza „śmierdzieć”.

Można też sobie wyobrazić komizm sytuacji, kiedy niezwykle przystojny Polak chcąc poderwać urodziwą Czeszkę, mówi jej, że ładnie „pachnie”. W takiej sytuacji lepiej użyjmy czeskiego „wonie”, które prawidłowo określi nasze intencje.

Zachód nie zawsze brzmi dumnie

A może jesteś właścicielem prężnie działającej firmy i zechcesz zaimponować Czechowi, mówiąc, że importujemy towary z „zachodu”? Pewnie Czech pęknie ze śmiechu, bo „zachod” to po czesku „ubikacja”. Właściwym słówkiem na określenie tego kierunku geograficznego będzie „zapad”. Jeżeli jednak Czech zrozumie o co nam chodzi i zapyta o „odbyt” to bądźmy pewni, że Czechowi nie chodzi o naszą część ciała, ale o zbyt tych towarów.

Ot, taka polsko-czeska kumulacja. Wpadki językowe na potęgę.

Wpadki językowe Polaków za granicą – Słowacja

Pozostajemy w sferze podobieństwa języków słowiańskich.

Palisz papierosy, ale ci ich zabrakło. Jesteś akurat w lokalu i widzisz palącą atrakcyjną blondynkę. I co robisz? Ano podchodzisz do niej i na luzie prosisz ją o „fajkę”. Założę się o 100 dolarów przeciwko 100 złotym, że zamiast fajki dostaniesz w twarz, bo „fajka” po słowacku jest synonimem stosunku oralnego.

Wpadki językowe Polaków za granicą – Chorwacja

Kraj ten jest popularnym kierunkiem turystycznym Polaków. Warto zatem znać kilka słów po chorwacku, chociażby po to, aby sprawić przyjemność naszym gospodarzom. Słowiańskie języki często brzmią podobnie, ale znaczenie słów może być zupełnie inne. W Chorwacji o wpadki językowe nietrudno.

Polako, polako

Bardzo często można się spotkać z sytuacją, kiedy Chorwat używa słowa „polako”. To jednak wcale nie oznacza, że rozpoznał Polaka, ale po prostu mówi „spokojnie”.

Kurczak to nie tylko potrawa

Masz ochotę zamówić w restauracji kurczaka? Dobry wybór, ale przypadkiem nie używaj w tym celu słowa „kurczę”. Tak samo nie mów w Chorwacji: „kurczę, ależ to dobre”. Dlaczego? Bo polskie „kurczę” brzmi podobnie jak chorwackie „kurac”, będące wulgarnym określeniem męskiego organu płciowego.

Droga, która może nas wpakować do więzienia

Pytając w Chorwacji o drogę, nie używajmy słowa „droga”. Może się bowiem okazać, że będziemy o drogę pytać nadgorliwego obywatela Chorwacji, dla którego „droga” oznacza narkotyk, a szukanie takiego specyfiku w Chorwacji może się skończyć bliskim spotkaniem z policją.

Jakie jeszcze wpadki językowe czekają na nas w Chorwacji?

Polskie „prawo” brzmi po chorwacku jak „pravo”, co oznacza „prosto”. Jeżeli pytając o drogę w Chorwacji i usłyszymy, że trzeba jechać w prawo i w prawo pojedziemy, to na pewno nie dotrzemy do celu.

Pamiętajcie także, że chorwacka „godina” to polski „rok”, a „sat” to polska „godzina”. Jeżeli zechcemy się umówić z Chorwatką za „godzinę” albo „jutro”, to raczej się z nią nie spotkamy, mimo chęci z obu stron, bowiem chorwackie „jutro” oznacza „rano”. Jeszcze ciekawiej może być, kiedy umówić się chcielibyśmy w listopadzie, ponieważ chorwacki „listopad” to polski „październik”.

Kupując w Chorwacji lodu o smaku jagodowym, to sprzedawca poda nam lody truskawkowe. Chorwacka „jagoda” to polska „truskawka”.

I weź się człowieku dogadaj z Chorwatem.

Wpadki językowe Polaków za granicą – Rumunia

Wybierasz się na wczasy z koleżanką o imieniu Beata. Lepiej nie mów do niej po imieniu, bo choć w Polsce to bardzo popularne i ładne imię, to w Rumunii mogłoby wywołać spore poruszenie. Fonetycznie brzmi bowiem identycznie jak rumuńskie określenie pijanej osoby.

Wpadki językowe Polaków za granicą – Węgry

Polak, Węgier, dwa bratanki… A jak już się spotkają przy szklance, to i pogadają sobie przy okazji. Nawet jeżeli jesteś zagorzałym fanem serialu „Czterej pancerni i pies”, to lepiej nie rozmawiaj z Węgrem o Szariku, i bynajmniej nie dla tego, że na Węgrzech ten serial jest nieznany. Dla Węgra bowiem „szarik” to grubiańskie określenie pobytu w toalecie, inaczej defekacji.

Wpadki językowe Polaków za granicą – Włochy

Skoro słowiańskie języki są do siebie podobne, to wydawałoby się, że używając polskiego we Włoszech nie zaliczymy żadnej wpadki językowej. Nic bardziej mylnego.

Nie szukamy lupy ani fig

We Włoszech nie mówimy głośno, że potrzebujemy lupy, bo „lupa” dla Włocha jest pejoratywnym określeniem rozwiązłej kobiety. A może masz ochotę na figi? Lepiej o nich zapomnij w słonecznej Italii. „Figa” w języku włoskim nie ma absolutnie żadnego związku z owocami i oznacza pośladki.

Zwierzęta to też śliski temat

Kania to niewinna z pozoru nazwa ptaka i grzyba. We Włoszech nie będzie miała tak neutralnego wydźwięku jak w Polsce, ponieważ brzmi podobnie jak włoskie „cagana”, oznaczające kobietę lekkich obyczajów.

A może lubisz foki i chcesz porozmawiać o tych przemiłych zwierzątkach z Włoszką? To bardzo zły pomysł na temat rozmowy. Masz bowiem 100% gwarancji, że Włoszka się obrazi, bo „foca” to włoski „epitet” pod adresem kobiety.

Wpadki językowe Polaków za granicą – Hiszpania

O ile hiszpańskie słońce jest dobrym antidotum na polskie stresy, to już polskie słowa użyte w Hiszpanii mogą skutecznie popsuć nastrój.

Przede wszystkim unikamy używania niektórych polskich imion, które mogą powodować wpadki językowe:

  • Marika – brzmi całkiem niewinnie, prawda? Jak się jednak okazuje, nie w Hiszpanii. „Marica” bowiem jest niecenzuralnym określeniem osoby kochającej inaczej.
  • Marta – po hiszpańsku nie oznacza kobiecego imienia, ale kunę.
  • Aleksandra – używanie zdrobnienia „Ola” może okazać się problematyczne, bowiem „Ola” to po hiszpańsku „cześć”.

Polacy to naród mocno katolicki i każdy wie, co to jest hostia. Nie inaczej jest w Hiszpanii, tyle, że po polsku „hostia” brzmi bardzo podobnie jak hiszpańskie „cholera jasna”. Cóż, jedno z drugim nie ma nic wspólnego, ale co kraj to obyczaj.

Przeczytaj również:
Matka Polka w Hiszpanii – wywiad z Joanną

Wpadki językowe Polaków za granicą – Turcja

A może tylko w Europie spotykamy się ze zjawiskiem „fałszywych przyjaciół”? Spróbujmy więc w Turcji, w końcu to inny kontynent.

Choć mamy szwagra Jarosława to przy Turku nie mówmy do niego „Jarek”. Turek parsknie wtedy śmiechem, bo polskie „Jarek” dla Turka brzmi jak „jarak”, czyli męski organ płciowy. A już na pewno nie idźmy ze szwagrem „Jarkiem” na „bok”, bowiem „bok” dla Turka oznacza odchody.

Wpadki językowe

Wpadki językowe Polaków za granicą – Anglia

Sprawdźmy jak sprawa wygląda na Wyspach Brytyjskich.

Trzeba mieć farta

Kiedy powiesz do Anglika, że miałeś farta, bo kupiłeś bilet na samolot za pół ceny, to wątpię czy zrozumie powód Twojej radości. Na pewno jednak śmiechom nie będzie końca. Dlaczego? „Fart” w języku w angielskim to określenie niestosownego dźwięku wydawanego dolną częścią pleców i nie ma nic wspólnego z niezwykłą okazją czy szczęściem.

Ostrożnie z komplementami

Chcąc sprawić komplement Angielce z ładną fryzurą nie mówimy, że ma fajnego na głowie fajnego „koka”, bowiem polskie słowo „kok” brzmi tak samo jak angielskie słowo „cock”, oznaczające męskie przyrodzenie.

Wpadki językowe – moja rada

Chociaż jako Polak uważam, że język polski jest najpiękniejszym językiem na świecie, to jednak staram się nie używać polskiego za granicą, aby uniknąć nieporozumień. Lepszym wyjściem z sytuacji jest zakup za kilkanaście złotych rozmówek dla turystów i wykuć na pamięć podstawowe słowa i zwroty, lub po prostu mówić po angielsku.

Podziel się wpisem

Skomentuj